Konichiwa! Przepraszam, że długo nie było żadnych wpisów. Postanowiłam wam to wynagrodzić recenzją ,, Karin ''
Karin Maaka z pozoru zwykła dziewczyna ( oczywiście gapowata i niezdarna jak na anime przystało ), chodzi sobie do liceum, pracuje dorywczo i... jest wampirzycą. Tyle, że nie taką ,, zwykłą'' wampirzycą, ponieważ zamiast zabierać krew, to produkuje. Wszystko jest dobrze ( ? ), do póki w szkole nie pojawił się nowy uczeń . Usui Kenta, mieszkający z matką (która ciągle traci prace, ale nie przez niezdarność, tylko przez urodę, która źle działa na pracodawców ) napotyka się na leżącą we krwi Karin. W tedy biegnie po pielęgniarkę ? Nie, bierze ją na ,, barana '' i zanosi do domu, bo prosiła by nikomu nie mówił. Mniej więcej wiecie już o co w anime chodzi, więc teraz czas na moją opinię. Anime jest nie złe, ale wydaje mi się ,,schematyczne''. Wampirzyca z wielkimi cyckami zakochuje się w kolesiu, który zna jej mroczną tajemnice. Chociaż bardzo spodobał mi się pomysł z tym ,,produkowaniem '' krwi. Tego jeszcze nie było. Jeśli chodzi o projekty postaci to schemat, ale może być. Kreska ładna, muzyka gorzej, ale o przeżycia. Niestety w anime rażą po oczach pewne wpadki np. jakim cudem brat Karin jako nastolatek chodził do nowoczesnej szkoły 7‑8 lat temu ,
a przy tym widział na własne oczy babcię, która ostatnie kilkaset lat
spędziła w grobie. Moim zdaniem można obejrzeć, ale zdecydowanie bardziej polecam przeczytać ( właśnie wyszedł tom 6 ). Moja ocena to 5/10 .


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz